episode #92 – the emo bible thing… book… sort of…

Nie, to nie fatamorgana, ani nie majaki spowodowane kacem po wczorajszej imprezie. To naprawdę jest nowy odcinek.
Z góry przepraszam wszystkich fanów i przeciwników, odwiedzających i nie zaglądających tu wcale, że musieliście tak długo czekać. Nie mam nic na swoje wytłumaczenie, ani też tłumaczyć się nie zamierzam. Powiem tylko, że poza Internetem, też istnieje życie. Naprawdę, zostało to naukowo potwierdzone przez specjalistów.
Nie wiem czy było warto czekać, pewnie nie, bo już od dawna nie potrafię wymyślić naprawdę zabawnego odcinka. Ale przynajmniej macie naoczny dowód, że Kazio jeszcze tak całkiem nie umarł. Na razie jest takim wygrzebańcem. Takim przyjaznym zombie z sąsiedztwa, który trochę śmierdzi zgnilizną, ale generalnie jest całkiem nieszkodliwy.
Acha, no i nie obiecuję wcale, że kolejny odcinek pojawi się:
a) normalnie, czyli za tydzień o tej porze,
b) może nie za tydzień, ale w miarę szybko, coś w okolicach miesiąca
c) jeszcze w tym roku
d) nigdy.
Żadna z tych opcji nie jest prawdziwa, albo może wszystkie są. Zobaczymy.
Ale wiedzcie, że to z troski o Was, drodzy czytelnicy. Bo nie chciałbym Was zamęczać miernym i mizernym humorem, oraz pomysłami wymyślonymi naprędce, bo zbliża się deadline dodania nowego odcinka.
Tak więc, będzie rzadko (a może nawet bardzo rzadko), ale będzie. I postaram się, żeby ten i kolejne odcinki, wywołały uśmiech na Waszych twarzach (jeśli nie z rozbawienia, to może chociaż z politowania).
~Mike

Komentarze: 10 COMMENTS